Lato w mieście?🏙 U nas to odmiana, bo na co dzień jednak do dużego miasta mamy kawałek drogi, a kiedy dokładamy do tego atrakcje to już w ogóle może być świetny czas. Tym razem poniosło nas w moje rodzinne strony – na Śląsk. Wybrałam okolice Parku Śląskiego, bo zdecydowanie jest tu co robić.
Kolejka „Elka”
Pierwszego dnia było rodzinnie, więc pojechaliśmy tylko kolejką linową „Elka”. Mam do niej ogromny sentyment, bo gdy byłam mała bardzo często przyjeżdżam tu do parku z rodzicami i dziadkami i jeździliśmy kolejką. Wyglądała ona wtedy nieco inaczej, ale teraz też są kanapy, które fajnie te wspomnienia wywołują😊Ze względu na wózek i wiek Klary musieliśmy wybrać gondolę, ale i tak przejażdżka była przyjemna. Kolejka nie jedzie w górę tylko cały czas na tej samej wysokości więc dzieci nie bały się, a podziwiały widoki. Jedna trasa prowadzi nad parkiem do Stadionu Śląskiego i ciut z niej widać Wesołe Miasteczko. Druga prowadzi do Planetarium. Czas przejazdu to kilkanaście minut. Koszt przejazdu nie jest najniższy, ale to wyjątkowa atrakcja.


Legendia
Byłyście już w Legendii?🎡W tym roku wybrałam się z dziećmi po raz pierwszy, choć sama, gdy byłam dzieckiem często tam bywałam, a później kilka lat pracowałam😊 Czy coś się zmieniło przez tyle lat? Zdecydowanie! Choć wiele karuzeli pamiętałam z dzieciństwa jak diabelski młyn, samoloty, salon krzywych luster, krzesełka to miejsce przeszło dużą metamorfozę. Jest bardziej bajkowo, dobra organizacja, dużo atrakcji dla małych dzieci. Z jednej strony czułam sentyment, bo pamiętałam rozkład karuzel itd. to jednak nie jest to już to samo miejsce😊 Odważyłam się nawet na rollercoaster Lech, choć uczucia są inne niż gdy byłam nastolatką😁 wtedy była ekscytacja, teraz doszedł strach i to dość mocny😅🎢Najbardziej podobał nam się spływ pontonami no i sentymentalne samoloty, które od zawsze kojarzyły i będą kojarzyć mi się z tym miejscem. Klara za to zakochała się w tradycyjnej karuzeli z konikami, na której jechaliśmy kilka razy.🎠
Zdecydowanie trzeba zaplanować sobie cały dzień, by skorzystać na spokojnie z każdej atrakcji. Idealnie, gdy każde dziecko poniżej 120 cm ma dorosłego opiekuna, bo były karuzele, na które nie mogłam wejść sama z dwójką dzieci poniżej tego wzrostu. No i idealnie gdy dziecko ma 1 metr – wtedy atrakcji jest jeszcze więcej. Ale Klara również dużo skorzystała, aż byłam zdziwiona ile jest atrakcji dla takich maluszków. Zupełne minimum to 86 cm, więc wcześniej takiemu maluchowi pozostaje spacer.
Dzień wykorzystaliśmy maksymalnie. Jest to bardzo ciekawe miejsce.



Planetarium
Macie ochotę na lot w kosmos? To możliwe w Planetarium!🚀I nie tylko to😍
My jesteśmy zachwyceni wizytą, choć zdecydowanie trzeba ją wcześniej zaplanować, by skorzystać z tego co nas interesuje. No i jeden dzień to za mało, więc na pewno tu wrócimy. Co ważne, zwiedzanie jest możliwe dla dzieci od 3 lat, więc jeśli dziecko jest młodsze na ten czas trzeba zapewnić mu inną atrakcję. Za to powyżej tego wieku zdecydowanie jest co robić My na pierwszy raz wybraliśmy seans – Kometa nad Szwajcarską Doliną i zwiedzanie wystawy Geofizyka dla najmłodszych. Byliśmy oczarowani!🌠Zwiedzanie trwało godzinę a przewodnik opowiadał o tym co widzimy z niesamowitą pasją. Taka nauka przez zabawę, to co lubimy😍 Jest tu symulator trzęsienia ziemi, można zobaczyć błyskawice, strefy klimatyczne, wcieliliśmy się też w rolę prezentera pogody. Zostało nam znacznie więcej seansów, wystawa Astronomia, obserwatorium, wieża widokowa – z takich must have do powrotu.🪐️Niesamowite miejsce.



ZOO
Kolejne miejsce, jakie odwiedziliśmy był Śląski Ogród Zoologiczny🦒🦓. Dzieci były zachwycone, a ja czułam się jakbym cofnęła się w czasie, bo jako dziecko bywałam tu bardzo często. Filip uwielbia pingwiny, więc specjalnie wybraliśmy tak czas zwiedzania by zobaczył też ich karmienie – codziennie o 13:00. Były urocze i spędziliśmy tam najwięcej czasu. Wyjątkowa jest też dolina dinozaurów.🦕🦖 Klara najbardziej czekała na leniwca, bo mamy obecnie fazę na książki „Jadzia Pętelka” w której ulubionym zwierzątkiem Jadzi jest właśnie leniwiec i również robiła z nim sobie zdjęcie w ZOO😀 Pierwszy raz widzieliśmy też kapibary. A Klara zwróciła uwagę na flamingi, bo różowe😀🦩️ Największy smutek ogarnął mnie w pawilonie hipopotama, bo niestety już go tam nie ma, a żył ponad 50 lat, więc za każdym razem gdy tam byłam widziałam właśnie jego. Nie ma też foki, która zawsze była dla mnie takim punktem, od którego w dzieciństwie zaczynałam wizytę w zoo. Jakoś tak poczułam wtedy jak czas płynie. Oczywiście wizyta bardzo nam się podobała. Park jest przyjemnie zorganizowany na spacer i spokojnie można go przejść w kilka godzin bez dużego zmęczenia i tempa. Jest też nowy plac zabaw, który miał otwarcie kilka dni temu. My akurat byliśmy przed otwarciem, a szkoda, bo wyglądał bardzo przyjemnie.




Skansen
A może chcecie cofnąć się w czasie? To możliwe dzięki wizycie w skansenie. Choć nastawiałam się po prostu na spacer okazało się, że również to miejsce nas zauroczyło. Chłopcom kupiłam dodatkowo grę terenową Etno Odkrycia (7 zł), gdzie zbierali pieczątki, których musieli szukać w okolicach domów. Bardzo im się to podobało. Filip chciał wejść dosłownie do każdego możliwego budynku – chciał przyjść do skansenu od dawna, bo widział nie raz taką wycieczkę w książce o Puciu. Chłopcy zebrali pieczątki, dostali dyplom. Spacer zajął mnie ponad 2 godziny i był bardzo przyjemny i ciekawy.



Która atrakcja najbardziej się Wam podoba?
