Czy czytałyście kiedyś romans mafijny?📚
„Potwór z sąsiedztwa” to kolejna książka, która „kupiła” mnie okładką…Choć nie do końca, bo zaraz po jej zobaczeniu, przeczytałam opinie o książkach Kariny Majsterek. Były bardzo pozytywne. Dlatego postanowiłam zaryzykować i choć to pierwszy raz, kiedy sięgam po romans mafijny, jestem naprawdę zaskoczona jak bardzo mi się podobała💙📚
Po przeczytaniu pierwszych kilku stron, pomyślałam, że to nie dla mnie, ale nie poddałam się i całe szczęście! Bo od drugiego rozdziału tak się wciągnęłam, że pierwszego wieczoru przeczytałam połowę, a książkę dokończyłam kolejnego dnia😀 a zobaczcie na zdjęciu, że stron jest naprawdę sporo!
Ogromnie podoba mi się styl pisania autorki. Wciąga w historię i nie można się oderwać. Momentami było dla mnie zbyt brutalnie, to wtedy fragment przeczytałam omiatając wzrokiem😉 ale zaraz wracałam do tych lżejszych opisów z dużą przyjemnością. Wydaje mi się, że ilość mrocznych czy pikantnych scen jest tu idealnie wywarzona, tak że jest to książka, od której ciężko się oderwać.
Cytując słowo z właśnie tej książki widzę, że jestem fanką „słodkopierdzących” romansów😉 to dziwne, bo z drugiej strony uwielbiam kryminały i thrillery, ale faktycznie, co bardziej brutalne opisy to sobie pomijam a skupiam się na emocjach. Tym samym romans mafijny okazał się ciekawym połączeniem obu tych gatunków.
Elodie Hartwell, autorka bestsellerowych romansów kupiła wymarzony apartament na Manhattanie. Nie wiedziała, że jej sąsiadem będzie bezwzględny mafioso Bruno Vitali. Bruno chce koniecznie kupić apartament Elodie, ale ona nie zamierza go sprzedawać. Pomiędzy nimi pojawia się niesamowite przyciąganie, które natchnęło też Elodie do napisania innej książki niż do tej pory. Bruno wciąga ją w swój niebezpieczny świat, choć bardzo chciał tego uniknąć i ją chronić. Jak skończy się ta historia? Zdecydowanie zachęcam Was do sprawdzenia, jeśli lubicie takie historie, lub tak jak ja, chcecie przeczytać coś całkiem nowego.
Nie sądziłam, że aż tak mnie wciągnie. Miało być tylko kilka stron… a skończyło się na fascynującej, pełnej emocji historii. Zdecydowanie dałam się porwać.
Czy siegnę po kolejną książkę tej autorki? Bardzo chętnie. Od dawna chodziła za mną „Niania z piekła rodem” i teraz chce ją przeczytać jeszcze bardziej💜 No i chętnie sięgnę też po poprzedni tom z tej serii – choć jego znajomość do przeczytania nie była konieczna. Fabuła jest tak poprowadzona, że dla mnie to zupełnie nowa i kompletna historia.
Co jeszcze mi się podobało? Zakończenie! Okazuje się, że lubię konkretne zakończenia, wiem co się stanie po latach i nie muszę nic sobie dopisywać. Także zakończenie było też taką kropką nad i, po której stwierdziłam, że to pierwsza, ale nie ostatnia książka Kariny Majsterek, jaką przeczytam.
Książka jest pełna napięcia, postacie wyraziste. Akcja poprowadzona świetnie. Są elementy romatyczne, humorystyczne i takie pełne napięcia. Taki emocjonalny roller coaster, a jednocześnie i Elodie i Bruno wzbudzali we mnie sympatię.
Jak Wam się podoba taka historia? 💜 Macie ochotę po nią sięgnąć?





Egzemplarz do recenzji otrzymałam od Wydawnictwa Novae Res.
